Kod Talentu

‘Kod Talentu. Jak zostać geniuszem.’

Tytuł oryginalny: ‘Talent Code. Greatness isn’t born. It’s grown. Here’s how.’

Autor: Daniel Coyle

Data publikacji: 2012 r.

 

Niektórzy ludzie rodzą się, zdawałoby się, z naturalnymi predyspozycjami do nauki języków, wykonywania skomplikowanych obliczeń matematycznych, komponowania wyjątkowych utworów muzycznych lub pisania powieści, które przenoszą całą naszą świadomość w całkowicie odmienny świat.

 

Kogo podziwiasz? Czy masz idola? Jeżeli potrafisz udzielić odpowiedzi na te pytania, czy zgłębiłeś również historię tej osoby? Czy zastanawiałeś się jak wyglądały początki jej kariery? Tak wiele biografii staje się bestsellerami, że większość naszego społeczeństwa powinna być doskonale zaznajomiona z historiami, które posiadają moc inspiracji i motywacji.

 

Nawet jeśli czytanie nie jest dla Ciebie łatwe, istnieje wiele innych sposobów na poznanie tego typu historii – dla przykładu, ekranizacje książek czy wywiady z autorami, sportowcami i muzykami. W dzisiejszych czasach nie możemy już stosować wymówki, że nie mamy dostępu do informacji, które nas interesują. Co najwyżej możemy zrzucić odpowiedzialność na niesłychanie skuteczny marketing ogromnych korporacji, które zatrudniają rzesze specjalistów od przejmowania kontroli nad naszymi zainteresowaniami. Media społecznościowe i reklamy to jednak osobny temat, do którego z pewnością kiedyś chciałbym usiąść i podzielić się własnymi spostrzeżeniami.

 

Podstawowe pytanie więc, jakie wszyscy sobie zadajemy brzmi: ‘czy ludzie, których podziwiamy są wyjątkowi?’

 

Każdy z nas ma własne przemyślenia i obserwacje, na podstawie których formuje opinie. Opinie jednak, jak mam nadzieję wszyscy wiemy, są jak tyłek – każdy ma własny. Jaką więc wartość może mieć książka, która przedstawia kolejną już perspektywę w kwestii powstawania talentu? No cóż, jest różnica między zwyczajną opinią, a wynikami badań przeprowadzonych w wielu krajach, pośród bardzo różniących się od siebie ludzi. Takie badania przeprowadził właśnie Daniel Coyle, a następnie podzielił się ich wynikami w książce ‘Kod Talentu.’

 

Jaką więc wartość ma moje osobiste spojrzenie na tę książkę, skoro autor już wykonał całą pracę? Przychodzą mi do głowy dwa powody – na początek. Po pierwsze, w obecnych czasach ogromu informacji, które do nas docierają jest spora szansa, że nie każdy nawet słyszał o tej książce. Więc teraz mówię Ci – taka książka istnieje i moim zdaniem warto się z nią zapoznać. Po drugie, moje osobiste doświadczenie w kwestii talentu może być tylko potwierdzeniem tego, że wyniki badań Coyle’a nie zostały wyssane z palca. A zatem, przejdźmy do ostatniego punktu.

 

Od kilkunastu lat uczę języka angielskiego i przez ten czas miałem kontakt z setkami osób, które podejmowały się prób nauki tego języka. Poznałem też różne metody, zarówno tradycyjne jak i eksperymentalne, nabywania umiejętności językowych. Więc, jak to jest z nauką języków? Czy pewne osoby mają po prostu do tego talent? Czy każdy może nauczyć się języka?

 

Bardzo często zdarzało się, że podczas pierwszej lekcji z nową grupą ktoś mówił mi ‘ale pięknie mówisz po angielsku’. Komplement. Niedowierzanie. Podziw. Chęć przypodobania się nauczycielowi. Naturalna reakcja na niecodzienne zjawisko. Powodów takiego komentarza, skierowanego do mnie, jest prawdopodobnie więcej. W większości przypadków jednak prowadził on do tego samego pytania: ‘jak nauczyłeś się angielskiego?’. Czasem ‘jak’ wymieniało się z ‘gdzie’, ale w zasadzie chodzi o to samo. Postaram się udzielić szybką odpowiedź.

 

Jak większość Polaków z mojego pokolenia, angielskiego uczyłem się od 10 roku życia w szkole publicznej. W wieku 20 lat potrafiłem się wysłowić, ale dłuższe rozmowy były szalenie męczące, bolały mnie ręce i ciągle trafiałem na ścianę nieporozumień. A zatem, można powiedzieć, że nauka jaką pobierałem w szkole niewiele mi dała, ale nie można jednocześnie stwierdzić, że nie dała mi nic. Niedługo potem wyjechałem do Anglii, gdzie spędziłem kolejne trzy lata życia. Co takiego wydarzyło się w tamtym kraju? Co sprawiło, że po powrocie mogłem już uczyć angielskiego w szkołach prywatnych? Co sprawiło, że kiedy rozpoczynałem studia filologiczne w Polsce byłem traktowany przez profesorów z ogromnym szacunkiem ze względu na poziom mojego angielskiego? Jakim cudem 3 lata były o wiele skuteczniejsze niż wcześniejsze 10?

 

Tyle razy słyszałem, że mam wyjątkowy talent do nauki języków – a jednak biegle znam tylko mój język ojczysty i jeden język obcy. Tak wielu moich uczniów tłumaczyło sobie moje ‘wyjątkowe’ umiejętności. Wszyscy zgodnie twierdzili, że aby świetnie mówić po angielsku trzeba wyjechać z kraju. Najciekawsze jest to, że opierali tę opinię tylko i wyłącznie na podstawie tego jednego faktu – że kiedyś mieszkałem w Anglii. Nie pytali w jaki sposób pracowałem nad językiem. Nie pytali czy każdy Polak na Wyspach świetnie mówi po angielsku (na marginesie – nie). Nie zagłębiali się w moją motywację ani w etapy przez jakie musiałem przejść w drodze do biegłości w posługiwaniu się językiem obcym. A wszystko to należy wziąć pod uwagę.

 

Zanim przejdę dalej chciałbym zdetronizować powszechne twierdzenie. Nie musisz wyjeżdżać z Polski, aby mówić po angielsku tak dobrze jak ja czy inni nauczyciele. Jeżeli naukę rozpoczynasz już po 20 roku życia to będzie Ci bardzo ciężko osiągnąć poziom native speaker’a – tak, aby przekonać Anglika, że jesteś jego krajanem. Mi się to nie udało, ale poziom mojego angielskiego umożliwia mi swobodne czytanie książek w języku angielskim i porozumiewanie się z ludźmi z każdego kontynentu na Ziemi. Znam jednak ludzi, którzy nigdy nie byli w anglojęzycznym kraju, a pracowali razem ze mną jako nauczyciele angielskiego. I jedna z tych osób zna angielski lepiej niż ja. A więc, da się? Tak, zdecydowanie; można osiągnąć biegłość w języku angielskim bez wyjeżdżania z Polski.

 

Moja historia z nauką języka angielskiego podczas pobytu w Anglii jest bardzo zbliżona do opisów, które Daniel Coyle zawiera w swojej książce kiedy pisze o sportowcach, naukowcach i muzykach. Przede wszystkim należy posiadać odpowiednią motywację. Może ona wynikać z różnych źródeł: niezachwiane pragnienie osiągnięcia wyznaczonego celu, przyjemność / zabawa, ‘nie mam wyjścia – albo to zrobię, albo zginę’, pozbycie się swędzenia – takie pragnienie zrozumienia i robienia postępów, które można porównać tylko do naszej chęci podrapania swędzącego miejsca. To są oczywiście tylko przykłady. Źródeł motywacji może być nieskończenie wiele, ale wszystkie historie potwierdzają ten pierwszy punkt. Bez motywacji – prawdziwej motywacji – która nie odpłynie ze względu na brak czasu, chorobę czy trudną sytuację życiową, nie jest możliwe osiągnięcie zamierzonego celu. Takie jest moje zdanie i potwierdza to wiele innych osób, których talenty są o wiele lepiej widoczne niż mój.

 

Kolejna, moim zdaniem niezwykle ważna kwestia to praktyczna aplikacja nowych umiejętności. Ja potrzebowałem języka na każdym kroku. Bez opanowania literowania wyrazów (‘spelling’) ciężko było rozmawiać o nazwach własnych, czy też o terminach pochodzących z łaciny, języka francuskiego czy włoskiego. Świadomość jak przydatna jest ta umiejętność dodawała niesamowitego ‘kopa’ do nieustannej praktyki. Podobnie było ze zrozumieniem, że może być więcej czasów niż tylko przeszły, przyszły i teraźniejszy. Jeżeli miliony ludzi twierdzą, że wyrazu ‘vegetables’ nie mogę wymawiać tak samo jak ‘table’ to nie będę z nimi walczył – przydatne odkrycie, że nie wiem wszystkiego najlepiej, bez względu na to jak powszechnie w Polsce wymawia się wyrazy ‘apple’, ‘answer’ czy ‘install’.

 

Czy nachodziła mnie czasem frustracja? Nie, nie czasem. Non stop! Jest coś onieśmielającego na drodze do poziomu ‘proficiency’. Tyle książek już przeczytałeś. Tyle rozmów odbyłeś. Tyle egzaminów zaliczyłeś. Tyle piw zamówiłeś. Tyle osób rozbawiłeś. Aż tu nagle okazuje się, że jednak nie wszystko jeszcze wiesz o zwrocie ‘make out’, a twój akcent mimo wszystko czasem wprowadza zamieszanie podczas ożywionej dyskusji. I co wtedy? Rzucić to wszystko w diabły bo nadal nie wszystko wiesz? Po raz kolejny pochylić się z pokorą i podziękować za sprostowanie Twojej wiedzy? Nie ma wyjścia jeżeli osiągnięcie poziomu CPE jest ważniejsze niż Twoje ego.

 

Pewnego dnia jednak przychodzi w końcu takie doświadczenie, które sprawia, że sam jesteś zdumiony. Komplementy ze strony Anglików. Okazuje się w końcu, że wdrapałeś się na ten szczyt. Już prawie zapomniałeś, że jest on osiągalny. Już myślałeś, że całe życie będzie tak wyglądać – ciągłe niepowodzenia i frustracje. A jednak. Wówczas stajesz wyprostowany, rozglądasz się po okolicy i…co widzisz? Twoja góra jest faktycznie imponująca, ale nie jest tą najwyższą. Jestem przekonany, że nawet Eric Clapton nie uważa siebie za najlepszego gitarzystę na świecie. Pozostaje więc pytanie, kiedy stwierdzasz, że osiągnąłeś swój cel? Ile razy musisz usłyszeć potwierdzenie ze strony autorytetu? I czy nadal motywuje Cię obrany cel, czy może własna próżność?

 

W pewnym momencie stwierdziłem, że mógłbym nadal pracować nad akcentem, dialektami, drobiazgowymi różnicami między Nowym Jorkiem, a Yorkiem. Mógłbym, ale zostawię to tym, których nadal to swędzi. Dzisiaj język angielski jest dla mnie po prostu bardzo przydatnym narzędziem i nie czuję potrzeby naklejania kolejnych ‘danów’ na moim ‘czarnym pasie’. Mogę jednak dodać na zakończenie, że nawet po wielu latach używania klucza do kół można nauczyć się o nim czegoś nowego – talent jest jak żywy organizm, o ile ma czym oddychać.

 

Wiele razy słyszałem, że moje wypowiedzi nie zawsze są całkowicie klarowne. Możliwe więc, że po przeczytaniu całej tej treści ktoś zapyta: ‘ale nie wyjaśniłeś, czy każdy może nauczyć się języka’. Czyżby? Czy każdy posiada wystarczająco dużo motywacji i ciągłej inspiracji? Otóż powiem Wam, że spotkałem ludzi, którzy nie spełniają tych warunków. Dodam również, że nadal żyją; zatem nic straconego.