Wiatr

Tytuł: ‘Wiatr’ (‘Wind’)

Obsada: Matthew Modine, Jennifer Grey, Stellan Skarsgard

Reżyseria: Carroll Ballard

Rok produkcji: 1992

Największą dla mnie fascynacją w tym filmie jest motyw, jak wiele można stracić zdobywając drugie miejsce. Tak, dokładnie! Nie mówimy tutaj o całkowitej porażce, kiedy wyprzedza Cię cały peleton, a o tym, że pewnego razu znalazł się po prostu ktoś lepszy od Ciebie. Co złego może się wydarzyć w takiej sytuacji?

Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć, że jeśli Twoja partnerka zostawia Cię dla innego faceta to może to bardzo zaboleć i Twoje ego poczuje się zranione. Jeżeli jeszcze dodatkowo nie rozumiesz powodów takiej decyzji, wówczas pewnie będziesz zmuszony przejść przez znane nam z psychologii etapy radzenia sobie ze stratą: zaprzeczanie, złość, negocjacje, depresja i w końcu akceptacja.

Z drugiej jednak strony film ‘Wiatr’ nie mówi, moim zdaniem, o sytuacji kiedy tracimy wszystko, na co pracowaliśmy. Nie tracimy nawet twarzy. Po prostu, jak to bywa w sporcie, ktoś okazuje się lepszy.

Michael Jordan nie zawsze zdobywał mistrzostwo NBA. Brazylia nie zawsze jest mistrzem świata w piłce nożnej. Nawet Adam Małysz nie za każdym razem stawał na podium. Na czym więc polega problem przedstawiony w tym filmie?

Prawda jest taka, że piszę moje przemyślenia właśnie po to, aby ten motyw zrozumieć.

Sam nigdy nie czułem się od nikogo gorszy kiedy w szkole dostałem 4 zamiast 5. Wręcz przeciwnie! Dla mnie wysokie oceny – szczególnie w szkole średniej – nie były na porządku dziennym, więc każda 4 miała dla mnie ogromne znaczenie i bardzo mnie cieszyła. Nigdy nawet nie zastanawiałem się nad tym, ile osób dostało taką samą, albo i wyższą ocenę. No dobra, ale edukacja, a sport, to nie to samo.

Kiedy miałem 13 lat byłem na koloniach, podczas których organizowano różne konkursy w przeróżnych dyscyplinach. Graliśmy w piłkę z sąsiednią kolonią, biegaliśmy na czas, a pewnego dnia zorganizowano turniej w ping-ponga. W tym ostatnim okazałem się całkiem niezły i po kolei pokonywałem każdego przeciwnika, aż wreszcie dotarłem do samego finału.

Tenis stołowy nie jest, moim zdaniem, sportem zbyt widowiskowym, ale na sam finał zebrała się już prawie cała kolonia. Zatem dobre paręset oczu przyglądało się naszej walce i pierwsze miejsce. Ja od zawsze miałem nastawienie, że aby wygrać w ping-ponga trzeba się skoncentrować na niepopełnianiu błędów i wyczekiwaniu na błędy przeciwnika. Oczywiście zdolności podkręcenia piłki, odkręcenia podkręconego uderzenia i wykorzystanie wysokiego lotu są bardzo przydatne. Nie byłem w tym wszystkim mistrzem, ale jakoś sobie radziłem – zazwyczaj. Przeciwnik mnie nie przerażał, ale po kilku wymianach musiałem przyznać, że był lepszy od pozostałych. Kilka punktów dla mnie, kilka dla niego. Rozpoczynała się wyrównana walka.

Czasem w sporcie bywa tak, że z jednym człowiekiem gra się lepiej niż z innym, i ciężko to wytłumaczyć. Ktoś staje po drugiej stronie siatki na korcie tenisowym i szybko okazuje się czy będziecie grali dla przyjemności, czy będzie to ciągłe łażenie po zbyt mocno uderzoną piłkę. Podobnie jest z koszykówką, piłką nożną, jazdą rowerową itd. Z niektórymi ludźmi po prostu uprawianie sportu to czysta przyjemność. I tak właśnie wyglądał ten nasz finałowy mecz na koloniach.

Widoczne było, że mój przeciwnik po prostu bardzo lubi tenis stołowy – podobnie jak ja. Nigdy wcześniej nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. W zasadzie nawet nie pamiętałem jego twarzy, mimo że upłynęło już parę tygodni, a dzieciaków może w sumie było lekko ponad 100. Zatem, poznaliśmy podczas finałowego meczu w ping-ponga, stając naprzeciwko siebie.

Prawda jest taka, że nie pamiętam szczegółów, ale wiem, że mecz był długi. Obaj byliśmy odprężeni i po prostu świetnie się bawiliśmy. Rzucaliśmy sobie nawet komentarze uznania, kiedy drugi zrobił coś wyjątkowego; śmialiśmy się, kiedy mieliśmy farta.

Na koniec on wziął puchar, a ja dostałem medal z wygrawerowaną cyfrą 2. Uścisnęliśmy sobie dłonie i do końca kolonii byliśmy kolegami. Po meczu moja dziewczyna mnie uścisnęła, a wieczorem, podczas dyskoteki, tańczyliśmy ze sobą aż do późna.

Jakie poniosłem konsekwencje ‘utraty’ mistrzostwa? Ano, w moich oczach nie byłem w ogóle przegranym. Nie myślała tak również moja dziewczyna. Nie straciłem kolegów, ani nikt nawet się nie śmiał. Mecz był wyrównany i wszyscy świetnie się bawili. Tak, celem było wyłonienie zwycięzcy, ale zdobycie drugiego miejsca nie wiązało się z wypędzeniem z kolonii, utratą dziewczyny, wrzuceniem do nieopodal płynącej Wisły czy jakąkolwiek inną karą. I właśnie to jest dla mnie normalne!

Czemu więc utrata pierwszego miejsca w filmie ‘Wiatr’ wiązała się z tak daleko idącymi konsekwencjami? Czemu główny bohater stracił miłość swojego życia? Czemu główny sponsor stracił poczytalność umysłu? Czemu grupa bliskich przyjaciół się rozpadła? Czemu prawie każdy z nich całkowicie porzucił żeglowanie?

Oczywiście możemy odpowiedzieć jednym wyrazem. Hollywood. Aby fabuła wciągnęła widza musi wydarzyć się coś, co niesie ze sobą poważne konsekwencje. Bohater nie może po prostu przeskakiwać nad małym strumieniem. To musi być kanion, którego ściany pną się na setki metrów w górę, bo inaczej kto to będzie oglądał!?

Moim zdaniem jednak film przedstawia nie tylko chęć zarabiania kasy przez producentów filmów, ale także prawdziwe podejście do porażki niektórych ludzi na naszej planecie. Jeżeli nie zdobędę 100% na szkolnym teście to mogę nie wracać do domu. Jeżeli ona choć na chwilę spojrzy na innego faceta, to będzie koniec naszego związku. Jeżeli ktoś zbliży się do mnie choć na wyciągnięcie ręki podczas wyścigu, to rzucę szkołę, pracę i przyjaciół, żeby pokazać światu jak mogę być szybki – będę trenował 16 godzin dziennie i wtedy nikt nie będzie nawet marzył o tym, żeby mnie pokonać.

To jest właśnie to nastawienie, o którym opowiada ‘Wiatr’. Wynika ono nie tylko z poczucia własnej wartości wynikającej z posiadanych umiejętności, ale także z czegoś innego. A mianowicie, zespół, do którego należy nasz główny bohater, od 100 lat nie przegrał wyścigu o mistrzostwo. Zatem, jest na nich ogromna presja. Czy obronią tytuł? Czy w końcu znajdzie się ktoś lepszy od nich? Czy przezwyciężą stres? I pewnie jeszcze setka innych pytań, których ja osobiście nigdy sobie nie zadaję.

A jak jest w Twoim przypadku? Walczysz o te ostatnie centymetry? Oglądasz się na innych, kiedy robisz to, co kochasz?